W co ciupacie?

Wszystko co niezwiązane z manga i anime

Moderator: h43m

Re: W co ciupacie?

Postprzez Tassadar » Pn maja 03, 2010 11:28 am

Żaden szanujący się fan Fallouta nie napisałby, że to to ma klimat Fallouta :P.


Czemu nie? Fallouta 1 i 2 przechodziłem multum razy i uważam go za jedną z lepszych gier. Trójka jest INNA ale nie znaczy to, że nie ma ducha Fallouta. Owszem jeśli patrzeć na sam gameplay to śmierdzi on tymi samymi wadami co słabiutki Oblivion, ale na klimat nie składa się tylko to. Osobiście najbardziej przypadły mi do gustu lokacje, które świetnie pasują do klimatu - Megatona, Rivet City, bagna i ruiny wesołego miasteczka z DLC, fabryki i ogólnie sam wygląd pustkowi. Ogólnie Fallout 3 mimo swoich wad jest fajną grą, nie tak dobrą jak poprzedniczki, ale na pewno lepszą niż Oblivion i lepszą niż Fallout Tactics.

Zainteresował mnie ten wpis z forum to się do niektórych wypowiedzi ustosunkuję (tych twoich 43 powodów) :grin:

1. Wyrzutnia misiów, rozrywająca ludzi na strzępy.


Pakietnica jest interesującą bronią, ale to tylko dodatek. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie jej używał, bo jest po prostu słaba, więc jest sobie takim dodatkiem dla tych co się chcą powygłupiać rozwalając raidersów pudelkami śniadaniowymi.

3. VATS, który nie tylko nudzi, ale nie ma też żadnego znaczenia (choćby to czego ostatnio się dowiedziałem, ukryty snajper rozwalił bohatera jednego z redaktorów w Lipsku, który choć chciał użyć VATS-a by namierzyć napastnika nie udało mu się i został kadłubkiem).


Wszystko używane w nadmiarze nudzi. VATS ma olbrzymie znaczenie, bo nie każdy ma refleks pozwalający mu na skuteczną wymianę ognia w pewnych sytuacjach. Sam wielokrotnie wygrywałem starcia tylko dlatego, że mogłem posłużyć się VATS.

Idiotyczny pomysł tworzenia broni z kompletnie niepasujących rzeczy a'la helikopter MacGyver'a z pudełka zapałek i spinacza


Zarzut wzięty z kosmosu. Nikt ci nie każe tych broni używać to tylko opcja a nie wymóg.

Co najwyżej przeciętne opcje dialogowe


Rzekłbym tak - w Falloucie 3 jest mnóstwo świetnych dialogów obok tych przeciętnych, zwłaszcza w zadaniach pobocznych.

Zarabianie perka co level i dodanie zbędnych perków (jak "Black Widow", "The Gun Nut", "Child At Heart", "Adamantium Skeleton", "Thief" i chyba najgłupszy z tych potwierdzonych - "Nerd Rage").


Zarabianie perka co level wiąże się z likwidacją traitsów i innym systemem rozgrywki, a z wymienionych przez ciebie perków - Black Widow i Child at Heart dają świetne dodatkowe opcje dialogowe, Adamantium Skeleton jest wyjatkowo przydatny jeśli grasz postacią nastawioną na strzelanie a Nerd Rage potrafi uratować tyłek zwłaszcza na statku kosmicznym w DLC.

mieszkańcy czczący bombę atomową


To już chyba jakiś dowcip :o Właśnie takie wstawki są esencją klimatu dawne go Fallouta.

(budowanie miast na bombie atomowej, WTF?)


Wystarczy zapoznać się z fabułą żeby wiedzieć dlaczego tak było.

Oblivion z giwerami, wystarczy spojrzeć na grafikę (brak cieni, przynajmniej na wszystkich materiałach jakie były dostępne), opcje dialogowe, postaci (chodzą w łachmanach co niektórzy, ale wszyscy wyglądaja jakby wyszli prosto z prysznica z umytymi, białymi ząbkami


Gwałcenie tytułu Fallouta, podwędzenie praw do tytułu Troice, niezatrudnienie twórcó Fallouta choć deklarowali pomoc


Przyznaj że to najbardziej cie uwiera :) Fakt, że to nie Fallout z widokiem z góry, że jest inny system rozgrywki, itd. W takim przypadku bardzo łatwo o szukanie na siłę wad. A grafikę można łatwo polepszyć za pomocą patchy - co prawda trochę zajmują ale efekt widoczny od razu.

Stimpaki (zastrzyki dla tych co nie grali w poprzednie częsci), które leczą złamania (rotfl) albo uszkodząną głowę (rotfl*10^6).


Uproszczenie systemu gry. Może głupawe ale przynajmniej wygodne.

21. Możliwośc dekoracji domu, który wcześniej się kupiło (taa..., po prostu klimat Fallouta jak się patrzy).
22. Możliwośc zatrudnienia własnego robota-lokaja, który oferował strzyżenie i opowiadał dowcipy: Two electrons walked into a bar. One saying it lost an electron. The other asking: “Are you sure?” Response: “I’m positive.” Niezły dowcip jeśli zna się angielski, ale co to ma wspólnego z Falloutem.


MOŻLIWOŚĆ - nikt nie każe tego robić. To tylko dodatki, z których nie trzeba korzystać jeśli nie ma się ochoty.

16. Choroba popromienna po wypiciu wody z klozetu po 150 latach, podczas gdy głowica nuklearna eksploduje 5 metrów od bohatera i człowiek nie zginie (cos tam niby jest napromieniowany, ale i tak, żeby woda z klozetu mogła tak samo zabić jak promieniowanie po wybuchu bomby w bliskiej odległości i w czasie rzeczywistym).

25. Mini grzyby nuklearne (co nie może nastąpić z tak małego wybuchu, a radioaktywnośc nie ma z grzybem nic wspólnego).


No rzeczywiście zabawne, zwłaszcza, ze w poprzednich Falloutach promieniowanie nie robiło absolutnie NIC (to znaczy jakiś tam efekt był, ale żeby go odczuć to trzeba by chyba godzinę w reaktorze z Gecko stać...). Poza tym to tylko gra, nie oczekujmy realizmu aż do takiego stopnia.

33. Od narkotyków nie tylko trudno się uzależnić (w Falloutach 1 i 2 w ośmiu na dziesięć przypadków po zażyciu środków odurzających/sterydów/środków psychotropowych następowało uzależnienie od razu za pierwszym razem), ale też ni z tego ni z owego zwiększają wiedzę postaci, która choć początkowo nie znała się na elektronice (nie wiedziała jak zainstalować zapalnik) po wzięciu mentantów otrzymała objawienie i nagle wszystko stało się jasne. Rozumiem gdyby dysponowała schematami, ale tego rodzaju zabieg jest śmieszny... Ja nie wiem, czy tak trudno było trzymać się sprawdzonych rozwiązań poprzedniczek?


Zwiększają cechę, a co za tym idzie odpowiadające jej umiejętności - to samo było w jedynce i dwójce o ile mnie pamięć nie myli (choć nie jestem na 100% pewien).

38. Zarobienie nowego poziomu tylko za otwarcie drzwi (pociągnięcie dźwigni) i wyjscie ze schronu (rotfl). Lepiej już gdyby overseer czy jakiś guru schronu dałby przed wyjściem naszemu bohaterowi ostatnie wskazówki czy coś i możnaby się podszkolić. Jakim cudem wyłażąc ze schronu można sobie podnieść umiejętności ślusarskie czy obługiwanie broni?


Podniesienie big guns po opuszczeniu świątyni w dwójce też byłoby równie nielogiczne. KAŻDA gra oparta na systemie poziomów i punktów umiejętności tak wygląda, w tym stare Fallouty.
39. Koleś znalazł nuka colę i wykorzystał kapsle, dodając je do swojej kasy. Ciekawe jakim cudem nie wylał zawartości butelki majac ją otwartą?


Colę trzeba wypić żeby dostać kapsla.
Avatar użytkownika
Tassadar
Współpracownik
 
Posty: 1162
Dołączył(a): Cz mar 06, 2008 12:30 pm

Re: W co ciupacie?

Postprzez Pottero » Wt lip 06, 2010 8:10 pm

Po około dwudziestu pięciu godzinach udało mi się skończyć Assassin’s Creed II. Całe szczęście, że druga część jest lepiej pomyślana od pierwszej, która początkowo była wciągająca, ale z czasem – ze względu na brak zróżnicowania – zaczynała zwyczajnie nudzić. Tutaj nudzić się nie można, bo zamiast wykonać trzy głupkowate misje typu podsłuchaj czy zastrasz, żeby posunąć główny wątek do przodu, jest szereg różnorodnych akcji. Co prawda też się powtarzają, ale nie aż tak często. Chociaż nie można się nudzić, to rzucać przekleństwami już tak – gra ma, do cholery, odstresowywać, a nie powodować frustrację, jak mi się kilkakrotnie zdarzyło. Nie cierpię zadań na czas, bo często jest go za mało i trzeba coś powtarzać po kilkadziesiąt razy, tak samo jak nie cierpię ochraniania sojuszników, bo AI jest tak beznadziejna, że sami się pchają wrogowi pod ostrze/lufę/topór, zamiast się gdzieś schronić. I nie cierpię ścigania kogoś. Stąd też podczas walki o złotą maskę kląłem co nie miara. Podobnie jak podczas fajerwerków próżności, kiedy trzeba było zlikwidować dziewięć osób – co najmniej o pięć za dużo, bo już po dwóch pierwszych mi gul wyskoczył. Chciałem jeszcze zdobyć wszystkie pieczęci asasynów, ale poddałem się w Wenecji, gdzie w katakumbach za cholerę nie potrafię przeskoczyć jednego miejsca – z moimi umiejętnościami koordynacyjnymi i skupieniem jest to niewykonalne.
Ale abstrahując od tego, gra przyjemna, wciągająca, z niezłą grafiką (chociaż przerywniki są słabe w porównaniu z resztą), świetną muzyką i nieźle podłożonymi głosami. Gdyby nie te denerwujące momenty, byłbym nią wprost oczarowany. Poza tym nareszcie można zabijać cywili! W pierwszej części po przypadkowym zabiciu odbierało mi z pół paska synchronizacji, tutaj na spokojnie mogę zabijać tych ^%^#$^# lutników, którzy biegną za mną, ilekroć mnie tylko zobaczą; co prawda trzecie zabójstwo cywila skutkuje całkowitą desynchronizacją, ale zdarzyło mi się to tylko dwa razy – raz, gdy testowałem, ile życia odbiera zabicie trzech, a drugi, jak niechcący zabiłem medyka. Aczkolwiek wolałbym, żeby Ubisoft w Brotherhood, Assassin’s Creed II itd. już sobie podarował wkurzających ludzi na ulicach. Poza tym również cała masa innych usprawnień względem pierwszej części; ot, chociażby taka drobnostka, że z poziomu menu wybranego podczas wspomnienia można wyjść bezpośrednio do systemu, podczas gdy w poprzedniczce trzeba było wychodzić ze wspomnienia, później z Animusa i dopiero wtedy wyjść do Windowsa – zabierało to tyle czasu, że wychodziłem z niej przez „trzech króli”, bo było znacznie szybciej.
べんきょう、べんきょう、べんきょう!
(Benkyō, benkyō, benkyō!)
Avatar użytkownika
Pottero
Współpracownik
 
Posty: 1299
Dołączył(a): Pt wrz 30, 2005 7:09 pm
Lokalizacja: Silent Hill

Re: W co ciupacie?

Postprzez Tassadar » N sie 22, 2010 9:20 pm

Dragon Age ukończone. Cóż, nie powiem, że spodziewałem się czegokolwiek innego niż nieco zwietrzały, ale sprawdzony w swej formie RPG dla miłośników gatunku, ale mimo wszystko czuje się nieco rozczarowany. Na pewno jest to produkcja lepsza od "Drakensanga", który po kilku godzinach zwyczajnie mnie zamęczył ciągłym uganianiem się za szczurami, sielskością i męczącą mechaniką, ale mimo wszystko czegoś brakuje. Może dlatego, że nawet na normalnym poziomie trudności gra nie wybacza błędów i wymaga ciągłego zaangażowania w potyczki, a tych jest całe multum. Jak na RPG chyba nieco zbyt dużo i są one nazbyt monotonne - niby zróżnicowane tematycznie, ale w gruncie rzeczy wyglądają tak samo. Co innego bossowie i walki z końcówki - to już miodzio. Do tego zadania poboczne są zbyt infantylne. Zazwyczaj to coś w stylu "idź z punktu A do B (oba zaznaczone na mapie) pogadaj z kimś albo coś ubij i tyle. Brakuje im złożoności. Zadania wątku głównego są o niebo ciekawsze i co ważniejsze, nie zawsze łatwo przewidzieć konsekwencje swoich działań, choć akurat niepewność i brak podziału zło/dobro były o wiele lepsze w "Wiedźminie". Olbrzymi plusik należy się z kolei za postacie z drużyny. Do wyboru jest świetna, zróżnicowana i pełna charakteru grupka (zwłaszcza Alistair, Zevran i Morrigan), zaś głosy w wersji angielskiej dobrano doskonale (lokalizacji nie instalowałem i nie sprawdzałem). Każda postać ma swoje zdanie i nie zawsze zgadza się nie tylko ze sobą ale i z decyzjami gracza, co może nawet doprowadzić do odejścia z ekipy, ale można to śledzić dzięki specjalnemu paskowi i uniknąć w porę np. wręczając podarki. Generalnie całkiem niezła gra, ale od BioWare spodziewałem się o wiele, wiele więcej. Zresztą wyciągnęli chyba wnioski, bo 2 część ma być bliższa "Mass Effect" i bardziej przyjazna dla użytkownika.
Avatar użytkownika
Tassadar
Współpracownik
 
Posty: 1162
Dołączył(a): Cz mar 06, 2008 12:30 pm

Poprzednia strona

Powrót do Niezwiązane z tematyką forum

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron