
Z góry zaznaczam, że wszystko poniżej będzie wielkim spoilerem.
) i Soreto oraz przeplatające się z nimi przygody zdesperowanego detektywa, który zgrabnie pozwala widzowi zobaczyć sobie szerszy kontekst poczynań "dzieci". Biednego Chitto natomiast mimo, że tak się poświęcał nawet nie uwzględniono przy Heldze w spojrzeniu z perspektywy iluś tam lat. Taki los przystawek...
.
.
. W sam raz na wakacje, tylko potem łazi po głowie wywrzeszczane "Oyakata-sama!!!!!!"...
), której też właściwie zostało dziwnie uciachane-brakuje mi w jakiejś sekwencji kończącej. I trochę szkoda, że ani w standardzie ani w dodatku nie ma nic dopowiedzianego o Chitto czy Thomie.sketch napisał(a):. Gdzieś w ramach deseru: świetny Agi (typ postaci, z którą z chęcią bym się zaprzyjaźniła)

edo napisał(a):Btw Po raz pierwszy mam naprawdę ochotę nauczyć się endingu.
edo napisał(a):sketch napisał(a):. Gdzieś w ramach deseru: świetny Agi (typ postaci, z którą z chęcią bym się zaprzyjaźniła)
Czyli sprawdza się moja opinia, że najlepszym sposobem na podbicie serc dziewczęcych jest publiczne śpiewanie kołysanek młodszej siostrze
. Natomiast podobało mi się, że to był taki typ postaci nieprzerysowanej- i przy okazji zarówno do jego historii, jak i do przewijającej się obok Soreto dołączono postać detektywa, który jeszcze przez swoje rozterki i zmagania jakoś tą dwójkę uwiarygadniał. 
. Słowem - kiepsko. W drugim filmie (jak zresztą we wszystkich częściach, które oglądałem) za często widać było przestoje, tzn. miejsca w których nic się nie działo poza gapienie się w ścianę albo ciszą. Ja rozumiem, że był to celowy zabieg, ale w żaden sposób nie budowało to klimatu (jeśli już to powodowało nawarstwianie nudy).
.
W trzeciej części natomiast najwięcej chyba było buraków. Zaliczam do nich np. to, że zgwałcona dziewczyna idzie z obcym facetem do jego mieszkania. Głupio pyta się czy może płakać...
.
. To raz. A tak generalnie seria bardzo sympatyczna. Nawet takie nic nie wiedzące o zasadach gry stworzenie jak ja, szybko obczaiło bazę i dawało się ponieść emocjom. Nawet nie denerwował mnie fakt, że jeden mecz trwał ponad połowę serii 24-odcinkowej. Choć uważam, że już w drugiej serii sprawniej tym antenowym czasem gry zarządzali. Ogólnie druga seria potwierdza wyżej wymienioną obserwację, że czasem mniej odcinków działa na korzyść dla serii.
.Góral napisał(a):Do końca nie obejrzałem, za bardzo mnie przynudzało. Ale i tak, nawet jeśli znała go wcześniej było to ileś lat temu (wystarczająco dużo, by gościu jej nie pamiętał nawet) i tak naprawdę byli sobie obcy. Równie dobrze mógł być kolejnym gwałcicielem, w każdym razie nie był bliską jej osobą. Psychologiem nie jestem, ale wątpię żeby zgwałcona kobieta poszła z mężczyzną bezpośrednio po zdarzeniu i zachowywała się jak się zachowywała.
Wyciągasz pochopne wnioski.Góral napisał(a):Od samego początku do serii filmów podchodziłem z rezerwą (jak się okazało słusznie). Pierwsza część historii nie zachęciła mnie do dalszego seansu, jakieś manekiny, trochę filozofowania, ale bez większego ładu czy składu.

). Też niedługo uda mi się skończyć Erin i zastanawiam się co by tu zacząć potem oglądać w zastępstwie (pomijając Saraiya Gouyo, bo najwyraźniej warto się zabrać).Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników